Wyspa Skarbów. Część 2 – Srebro, złoto i perły.

Polscy poszukiwacze badają trop skarbów Azteków i Hiszpanów, na który łasili się też piraci. W prawdziwym labiryncie informacji wyszukują tych, które mogą doprowadzić do rozwiązania zagadki. Kontynuujemy reportaż o wyjątkowej eksploracji…

Z prawdziwą pasją zagłębiliśmy się w fascynującą historię zatopionych w 1567 roku u wybrzeży Dominiki galeonów i ich cennego ładunku ukrytego przez Indian Kalinago w znajdujących się na wyspie jaskiniach. Szukaliśmy źródła opowieści. Wertowaliśmy dziesiątki książek, setki artykułów i dokumentów. Dotarliśmy do większości opracowań opisujących to zdarzenie. Niezależnie, czy były to publikacje w miarę świeże, czy też pochodzące sprzed półwiecza, zawierały podobne treści. Wciąż te same nazwy okrętów, nazwiska kapitanów, opisy ładunku i okoliczności katastrofy a przecież już wiedzieliśmy (patrz 1 część artykułu tu: https://poszukiwacze.org/wyspa-skarbow-czesc-1-zaginione-galeony/ ), że przynajmniej ten konwój dotarł bezpiecznie do Hiszpanii. Coś się więc nie zgadzało. Podążyliśmy ścieżką często rwących się tropów. W końcu udało się dotrzeć do właściwej pozycji.

Najstarsze i jednocześnie najobszerniejsze informacje dotyczące interesującej nas sprawy odnaleźliśmy w monumentalnym, pochodzącym z drugiej połowy XIX wieku dziele opisującym historię Flota de Indias – hiszpańskiej floty skarbów transportującej przez Atlantyk z Nowego Świata najcenniejsze dobra wywożone z obu Ameryk. Autorem wielotomowego cyklu znanego jako ARMADA ESPAÑOLA” był Cesareo Fernandez Duro, dystyngowany oficer hiszpańskiej marynarki wojennej i wybitny historyk, autor ponad 400 różnych publikacji. To właśnie on był naszym pacjentem zero. Jego często cytowane opracowanie do dziś uznawane jest za jedno z najważniejszych dla tego tematu. Z tego też powodu często było przyjmowane przez późniejszych badaczy bezkrytycznie. Tymczasem, jak się przekonaliśmy, autor nie ustrzegł się pewnych poważnych błędów, częściowo zapewne wynikających z ówczesnego stanu wiedzy. Na usta ciśnie się pytanie, ile jeszcze takich pomyłek popełnił? Ile milionów dolarów wydano na poszukiwania hiszpańskich wraków na całym świecie, oparte na fałszywych informacjach? Dla nas jednak najważniejszym pytaniem było, jak w ogóle do tego doszło? Teoretycznie już w tym momencie powinniśmy dać sobie spokój z dalszym badaniem, ale zaintrygowani drążyliśmy temat dalej. Nie zawiedliśmy się. Okazało się, że omyłkowy wpis o zaginionych galeonach, bazował na bardzo ciekawych informacjach, które po prostu niefortunnie, i niezbyt profesjonalnie, dopasowano do faktów…

Cesáreo Fernández Duro, nasz „pacjent zero”.

Jednym z najbardziej fascynujących dokumentów w Archivo de Indias w Sewilli dotyczących szesnastowiecznej działalności Hiszpanii w Nowym Świecie, i jednocześnie kluczowym dla naszej historii, są zeznania Luisy de Navarrete. Luisa była hiszpańską służącą, która w roku 1576 została porwana przez indian Kalinago z Portoryko i przez cztery lata więziona przez nich na Dominice. W roku 1580 udało jej się uciec i złożyć zeznania gubernatorowi Santo Domingo. Dokument zawiera unikatowe opisy życia codziennego rdzennych mieszkańców Dominiki, ich języka, zwyczajów, wierzeń, ale też, co zaskakujące, organizowanych przez nich wypraw łupieżczych aż na oddalone o prawie 700 kilometrów Portoryko. Podczas pełnomorskich wypraw, Indianie atakowali hiszpańskie osady, a nawet statki, przewożąc zdobyte cenne łupy oraz schwytanych jeńców na Dominikę. Warto zaznaczyć, że, w odróżnieniu od większości wysp basenu Morza Karaibskiego, Dominika została skolonizowana dopiero pod koniec XVII wieku, stanowiąc wcześniej dla Europejczyków niezdobytą naturalną twierdzę. Co najważniejsze, Luisa opisuje co Indianie robili ze złupionymi bogactwami. Być może określenie „złupionymi” nie jest do końca właściwe, biorąc pod uwagę fakt, że były to bogactwa skradzione przez hiszpańskich konkwistadorów rdzennej ludności Nowego Świata. Nie wiemy niestety czy Kalinago mieli świadomość tego, że w pewnym sensie się mszczą i odzyskują zrabowane Aztekom czy Inkom skarby…

Mapa pokazująca ilości wraków hiszpańskich staków na Atlantyku i Morzu Karaibskim. Źródło: El Pais.

Opis Luisy de Navarrete dotyczący jaskini skarbów jest wręcz niesamowity – złupione kosztowności są składowane w położonej na wyspie pieczarze, mającej się znajdować około jednej hiszpańskiej ligi (miara długości równa około 5 kilometrom) od brzegu morskiego. Srebrnych sztab miało być tak wiele, że gdyby stał za nimi człowiek na koniu, nie byłoby go widać. Sztaby, wielkości dużych cegieł, wg opisu były oznakowane sygnaturami menniczymi. Do tego potężne ilości monet, pereł, oraz, co najciekawsze, złote przedmioty w kształcie zwierząt. Wspomniane stemple mennicze, drobny ale jakże ważny szczegół, mogą świadczyć o niezwykłej spostrzegawczości świadka. Jednak najbardziej intrygujące są wzmiankowane figurki zwierząt. Otóż dzisiaj wiadomo, że Hiszpanie przejmowali duże ilości przedmiotów sztuki azteckiej, wykonanych ze złota, które następnie przetapiali, niszcząc bezpowrotnie. Działo się to zwykle dopiero u celu podróży. Nie była to wtedy wiedza powszechna i jest bardzo mało prawdopodobne, żeby Luisa wymyśliła taką właśnie sytuację. Prawdziwa bomba czekała jednak na końcu zeznań zbiegłej niewolnicy. Luisa próbowała się dowiedzieć, skąd dokładnie Kalinago mają te wszystkie bogactwa i powiedziano jej, że pochodzą one z hiszpańskich statków, które miały się rozbić w pobliżu północnego cypla wyspy „wiele lat temu”. Indianie opowiedzieli jej, jak to na skalistej plaży wymordowali większość rozbitków a pozostałych zapędzili do niewolniczej pracy. W czasie, gdy Luisa była jeńcem Kalinago, miało żyć jeszcze kilkunastu takich „szczęśliwców”. Zeznania te potwierdził kolejny zbiegły Hiszpan, który także mówił o jaskini pełnej skarbów i chrześcijańskich niewolnikach groźnych Indian. Nieznana była jednak nazwa rozbitego statku lub statków. Sprawę bardzo poważnie potraktowały lokalne władze hiszpańskie, interweniując u króla i prosząc o pomoc w zorganizowaniu ekspedycji, która miałaby uratować pozostałych przy życiu jeńców i odzyskać skarby. W piśmie była też wzmianka o koniecznym pośpiechu z uwagi na piratów, także nęconych informacjami o olbrzymich skarbach na Dominice. Król zlecił zorganizowanie takiej misji, pisząc przy okazji, że na zaginionych statkach znajdowały się trzy miliony pesos w srebrze, złocie i perłach, co oznacza, że podejrzewano, iż chodzi o bardzo konkretne zaginione okręty.

List królewski w sprawie skarbu na Dominice. Fot: Archivo General de Indias.

Najwyraźniej właśnie te zeznania i inne dokumenty sprawiły, że autor wspomnianego na początku monumentalnego dzieła o Flota de Indias z połowy XIX wieku skompilował z niej i kilku innych znaną nam historię o zatopionej armadzie u wybrzeży Dominiki w 1567 roku. Zapewne by dopasować całość do chronologii szesnastowiecznych transportów kosztowności z Nowego Świata do Hiszpanii, przypisał okoliczności katastrofy i pozostałe informacje do konkretnego transportu, który w rzeczywistości bezpiecznie dotarł do macierzystego portu. Jeśli jednak nie były to galeony znane nam niemal z każdego znanego nam opracowania, to jakie statki rozbiły się u wybrzeży Dominiki? Teraz nie pozostawało nam nic innego, jak próba rozwikłania tego historycznego galimatiasu. Gdy zaczęliśmy intensywnie przeszukiwać archiwa, natrafiliśmy na bardzo poważny trop dwóch statków, płynących do Hiszpanii w konwoju pięciu innych okrętów, na których pokładach znajdować się miał ładunek wartości wymienianych za każdym razem 3 milionów pesos. Statki te miały zaginąć w roku 1560, podczas sztormu w nieznanej lokacji. Czy to skarby z ich ładowni widziała Luisa w tajemniczej jaskini? Z archiwalnych dokumentów dowiedzieliśmy się też, że Hiszpanom nie udało się odnaleźć jaskini, mimo schwytania i torturowania wielu indian Kalinago. Podczas naszych badań skontaktowaliśmy się z jednym z najwybitniejszych żyjących ekspertów w dziedzinie zatopionych skarbów, mieszkającym w Hiszpanii Włochem, który niezwykle dokładnie przeanalizował zbiory słynnego archiwum w Sewilli. Potwierdził nasze podejrzenia dotyczące zaginionego konwoju, ale jednocześnie podkreślił, że ostateczna identyfikacja statków będzie możliwa tylko po odkryciu artefaktów pochodzących z wraków, na przykład monet, które pozwoliłyby na precyzyjne ich wydatowanie. Już nawet nie same wraki były więc istotne, ale to co się na nich znajdowało i co najwyraźniej zostało sprytnie ukryte. Mieliśmy więc już wszystko – potwierdzenie historii o rozbitych galeonach, choć w nieco innej formie niż pierwotnie, potwierdzenie uratowania większości cennego ładunku i wreszcie fascynujący opis miejsca ukrycia. Wiedzieliśmy więc, że kwestia jest poważna. Co więcej, sprawa tajemniczych jaskiń na Dominice, i rozbitych u jej wybrzeży wraków, czyniła z niej najprawdziwszą wyspę skarbów. Nie pozostało nam więc nic innego, jak tylko dobrać odpowiednią ekipę oraz sprzęt i wyruszyć na poszukiwania…

Piotr Maszkowski, Igor Murawski.

Ciąg dalszy nastąpi.

Polub i udostępnij:
fb-share-icon0
Igor Murawski - badacz historii, publicysta, tłumacz literacki, przewodnik. Uwielbia rozwiązywać historyczne i archeologiczne zagadki. Podróżując poszukuje zaginionych skarbów i zapomnianych przez ludzi i czas miejsc. Pracuje nad kilkoma projektami, łączącymi pasję do historii z eksploracją.