Wyspa Skarbów. Część 1 – „Zaginione Galeony”.

Wyspa Sakrbów - Rekonesans 1

Po dwóch tygodniach rekonesansowej wyprawy śladami hiszpańskich i pirackich skarbów na Karaibach, ekipa poszukiwacze.org wróciła do Polski. Co udało się odkryć i czy badania będą kontynuowane?

Kwiecień 1567. Z Vera Cruz w Meksyku wyrusza konwój hiszpańskich galeonów. Ich celem jest Sewilla, jeden z największych w tym czasie portów Europy i brama, przez którą wpływają niezliczone bogactwa świeżo podbitego Nowego Świata. Ładownie statków pełne są zrabowanego złota, srebra i pereł, wycenionych na conajmniej trzy miliony ówczesnych pesos. Kwota jak na te czasy iście bajońska, a należy przypuszczać, iż drugie tyle znajdowało się na statkach nielegalnie, jako prywatna kontrabanda pasażerów. Tuż przed wypłynięciem, admirał floty Juan Velasco de Barrio otrzymuje informację o szykujących zasadzkę piratach i decyduje się na ryzykowną zmianę trasy, prowadząc swe statki wzdłuż Wysp Nawietrznych, oddzielających Morze Karaibskie od Atlantyku.

Trasa floty

W chwili gdy okręty znajdują się blisko brzegów Dominiki dopada je huragan, który spycha je na północno-zachodni kraniec wyspy. Po krótkiej walce z potężnym żywiołem, statki roztrzaskują się na skalistym wybrzeżu. Członkowie załogi, którym udało się wydostać na ląd, zostają schwytani przez czekających na brzegu wrogo nastawionych tubylców. Wyspiarze przechwytują też lwią część ładunku. Większość ocalałych zostaje natychmiast zamordowana, pozostałych Indianie dzielą na dwie grupy – część Hiszpanów zostaje niewolnikami tubylców, zmuszanymi przez najbliższe lata do morderczej pracy. To w pewnym sensie szczęśliwcy, którzy uniknęli znacznie gorszego losu – ocalali z drugiej grupy stają się rytualną ofiarą i kończą życie jako posiłek wojowniczych mieszkańców Dominiki. Indianie, znani jako „Kalinago” (określenie to stanie się synonimem kanibala), przenoszą wszystkie skarby do znajdujących się w pobliżu wybrzeża jaskiń, gdzie mają pozostawać ukryte po dziś dzień.

To właśnie ta historia sprawiła, że podczas wyprawy śladami skarbów templariuszy (więcej o niej wkrótce na naszych łamach), pod rozgwieżdżonym niebem, na wodach Morza Śródziemnego, postanowiliśmy spróbować zmierzyć się z tajemnicą owianych legendami karaibskich skarbów. Nasz projekt rozpoczęliśmy w standardowy sposób, od weryfikacji historycznych informacji. Literatura dotycząca wydarzeń z 1567 roku jest stosunkowo obfita i na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na to, że opisane wypadki rzeczywiście miały miejsce. Potwierdzają to nie tylko książki pisane przez samych poszukiwaczy, w tym klasyczna “Encyklopedia Wraków na Zachodnim Atlantyku”, Roberta F. Marxa, ale też prace uznanych historyków i archeologów, w tym najwybitniejszego specjalisty i znawcy historii Dominiki doktora Lennoxa Honychurcha. Podawano nazwy straconych statków, ich tonaż, nazwiska kapitanów, a co najważniejsze: szczegółowe dane dotyczące ładunków, które galeony miały przewozić. Nawet pobieżna kwerenda zasobów internetu wskazywała na spore zainteresowanie sprawą – znaleźliśmy ślady wypraw poszukiwawczych na Dominikę, począwszy od piratów, jak się zdaje bardzo zawiedzionych utratą hiszpańskiego łupu, po świetnie wyposażone, współczesne ekspedycje amerykańskich firm eksploracyjnych, które na podstawie umów z rządem Dominiki poszukiwały wraków rozbitych galeonów. Ba, na ten temat zrealizowano nawet programy telewizyjne, między innymi ten prowadzony przez wnuka słynnego Jacques’a Cousteau i jego żonę. („Skarby Piratów z Karaibów” Travel Channel). Sprawa wydawała się więc oczywista. Hiszpańskie galeony wiozące niezwykle cenny ładunek rozbiły się u wybrzeży Dominiki i jak dotąd nikt nie odnalazł po nich śladu. Było to więc dla nas duże wyzwanie, tym większe, że temat podejmowały już ekipy dysponujące znacznie większym potencjałem. Eksploracyjne „mission impossible”, czyli coś w sam raz dla naszego zespołu. A jednak coś tu nie dawało nam spokoju. Nasze doświadczenie i poszukiwawczy nos mówiły nam, że w tym przypadku warto zastosować prawo von Muellera, poszukiwacza skarbów starej daty, który mawiał: „Zrób wszystko, żeby udowodnić, że poszukiwany skarb NIE ISTNIEJE. Podejmij trop i rozpocznij poszukiwania tylko wtedy, jeśli to się nie uda”. Brzmi paradoksalnie, ale już nie jeden raz ta właśnie zasada zaoszczędziła nam setek godzin pracy i rozczarowań. Już pierwsze, bardziej wnikliwe podejście do tematu, pokazało nam, że w przekazywanej od stuleci historii są poważne luki. Pamiętając sprawy „Bursztynowej Komnaty”, „Złota Wrocławia”, „Złotego Pociągu”, czy całej plejady innych słynnych i raczej mitycznych skarbów, nie zdziwiło nas to. Co nas jednak zaskoczyło, to skala tych luk. Gdy postanowiliśmy sprawdzić informacje o konwoju u źródła, czyli w słynnym Archivo General de Indias w Sewilli, okazało się, że faktycznie taki konwój istniał, tyle tylko że… dotarł on bezpiecznie z Nowego Świata do Hiszpanii! Z uzyskanych przez nas dokumentów jasno wynikało, że nie był to zwykły konwój choćby z tego powodu, że na pokładzie jednego z galeonów podróżował nie kto inny jak sam don Diego Luis Montezuma, wnuk słynnego władcy Azteków, który w Hiszpanii miał się procesować o uznanie wszystkich swoich tytułów i praw do majątku. Nie trudno było ustalić, że do procesu rzeczywiście doszło i jakie były dalsze losy tak znamienitego pasażera. Chichot historii sprawił, że na innym okręcie należącym do interesującej nas armady znaleźli się również dwaj synowie samego Hernana Cortesa – zdobywcy Meksyku. Najmożniejsi wśród potomków konkwistadorów, zamieszani w wewnętrzne konflikty elit, płynęli pokłonić się i pokalać hiszpańskiemu królowi w obliczu poważnych oskarżeń o nielojalność wobec korony. Oni również dopłynęli do celu, a o ich późniejszych dziejach można przeczytać na kartach licznych opracowań źródłowych.

Montezuma II, ostatni władca Azteków.

Montezuma II, ostatni władca Azteków.

Jak pokazały inne dokumenty, pisane długo przez nas rozszyfrowywanym odręcznym, szesnastowiecznym pismem kastylijskim, równie dobrym zdrowiem cieszyli się też niektórzy dowódcy rozbitych u wybrzeży Dominiki w 1567 roku okrętów. Połowa wymienionych z imienia i nazwiska kapitanów, którzy mieli zginąć bądź zostać „pożarci” przez Kalinago pojawia się w różnego rodzaju pismach procesowych o kilka, lub nawet kilkanaście lat późniejszych…

Jak to zatem możliwe? Jak doszło do tego, że informację o zatonięciu bogatego konwoju, bez zastrzeżeń, przekazywali sobie wszyscy, zarówno poszukiwacze skarbów i fotelowi marzyciele, jak i historycy, archeolodzy i inni specjaliści, którzy nierzadko wydawali fortunę na poszukiwania tego konkretnego skarbu? Dlaczego poszukiwano galeonów, skoro informacja mówiła o skarbie ukrytym w jaskini? Rozpoczęliśmy poszukiwania „pacjenta zero”, źródła całego zamieszania. Nasze badania nie tylko odkryły genezę opowieści o zaginionym w 1567 hiszpańskim konwoju, ale co najważniejsze naprowadziły nas na trop o wiele bardziej intrygującej historii, która sprawiła, że zdecydowaliśmy się podjąć rękawicę i zmierzyć z WIELKĄ TAJEMNICĄ…

Piotr Maszkowski, Igor Murawski.

 

Polub i udostępnij:
Igor Murawski - badacz historii, publicysta, tłumacz literacki, przewodnik. Uwielbia rozwiązywać historyczne i archeologiczne zagadki. Podróżując poszukuje zaginionych skarbów i zapomnianych przez ludzi i czas miejsc. Pracuje nad kilkoma projektami, łączącymi pasję do historii z eksploracją.