Detektoryści i archeolodzy razem - polski poszukiwacz w Danii

darekj12

W czasie gdy w Polsce detektoryści operują często na granicy prawa i zwykle nie są doceniani za swoje odkrycia, w niektórych krajach w Europie poszukiwacze stanowią pełnoprawych partnerów dla archeologów. Świetnym przykładem jest Dania, gdzie znaleziska detektorystów trafiają nawet na wystawy muzealne. O poszukiwawczej pasji, prawie dotyczącym detektorystów i Polsce rozmawiamy z Dariuszem Jeżakiem, polskim poszukiwaczem, którego odkrycia doceniło jedno z duńskich muzeów.

Darku, gratuluję wystawy. Czy od dawna zajmujesz się poszukiwaniami?     

Dziękuje Igor za gratulacje. To fajne uczucie móc zobaczyć pięknie wyeksponowane znaleziska, które wcześniej wykopaliśmy. To też jedna z chwil, w życiu amatora-archeologa, w której możemy być dumni z naszego wkładu w historię. Moja przygoda z wykrywaczem metali zaczęła się od długich rozmów z moim najserdeczniejszym przyjacielem Pawłem. Mieszkając jeszcze w Polsce, chodziliśmy razem na ryby i wiele tzw. nocek na Wiśle przegadaliśmy na rożne, ciekawe tematy. Jednym z takich tematów był właśnie wykrywacz metali. Paweł już w tym czasie chodził z wykrywaczem i opowiadał o swoich wyprawach, lecz to nie wtedy złapałem bakcyla.

darekj

Przygodę z wykrywaczem rozpocząłem dopiero w Danii. Po tym, jak na dobre zadomowiłem się w kraju „Wikingów” pojawiła się tęsknota za czymś więcej. Wędkowanie - to już nie była ta sama Wisła a na morzu nie mogłem się odnaleźć. I wtedy właśnie przypomniałem sobie o wykrywaczu. Zacząłem intensywnie przeszukiwać internet w celu znalezienia informacji o przepisach i możliwościach chodzenia z wykrywaczem metali w Danii. Wtedy też natrafiłem na stronę internetowa stowarzyszenia Harja w Odense.

„Stowarzyszenie archeologiczne Harja wywodzi swoją nazwę od grzebienia. Grzebień znaleziono w  w Viemosen, niedaleko Næsbyhoved Broby. Grzebień jest datowany na około 150 r.n.e. Napis jest najstarszym znanym pismem runicznym w Danii. Harja to prawdopodobnie nazwa właściciela grzebienia.

Stowarzyszenie Harja powstało w dniu 30 marca 1971 roku. Uczestnikami spotkania założycielskiego byli zarówno studenci archeologii jak i pasjonaci interesujący się archeologią i historią. Harja zawsze ściśle współpracowała z muzeami z Fionii. Współpraca członków Harji stała się gwarantem prawidłowo prowadzonych prac archeologicznych. Wraz z muzeami stowarzyszenie organizuje dużą liczbę wspólnych imprez a od paru lat  muzeum objęło  patronat nad bardzo dużym zlotem detektorystów. Wspólnie z Odense By Museum stowarzyszenie wydaje gazetkę Fynboer og Arkæologi. W gazetce zawarte są artykuły mówiące o najnowszych wykopaliskach i odkryciach Fionii i okolicznych wysp.”

Tam też wyczytałem najważniejsze informacje i postanowiłem zostać członkiem tego stowarzyszenia. Kupiłem mój pierwszy wykrywacz metali - Garrett Euro Ace - oraz poręczny GPS, ponieważ w Danii wszyscy detektoryści mają obowiązek rejestracji artefaktów z podaniem koordynatów GPS.

darek6

W stowarzyszeniu zostałem przyjęty bardzo serdecznie, poznałem wielu ciekawych ludzi oraz nawiązałem nowe przyjaźnie. Zyskałem też możliwość poszerzenia mojej wiedzy archeologiczno-historycznej, poprzez uczestniczenie w ciekawych wykładach z udziałem archeologów jak i licznych wyjazdach integracyjno-naukowych. Razem spotykamy się też na wspólnych poszukiwaniach i to jest naprawdę super sprawa. To wszystko zawdzięczamy otwartej postawie archeologów oraz prawu, wywodzącemu się jeszcze ze średniowiecza, które jest banalnie proste.

Dla polskich poszukiwaczy sytuacja, w której detektorysta jest chwalony za swoje działania i zachęcany do dalszych poszukiwań, jest bardzo nietypowa. Na czym polega sekret duńskiego sukcesu?

W przepisach funkcjonuje termin "Danefæ" - są to przedmioty z przeszłości, w tym monety, które zostały wydobyte z ziemi i są wytworzone z metali szlachetnych lub maja szczególną wartość kulturową. Każda osoba, która znajdzie taki przedmiot lub wejdzie w jego posiadanie, ma obowiązek niezwłocznie dostarczyć artefakt odpowiednim służbom.

darekj3

W skrócie wygląda to tak :

W momencie znalezienia ciekawego artefaktu robimy raport dla lokalnego muzeum w którym mają być zawarte informacje dotyczące właściciela ziemi, nr działki, nazwisko znalazcy artefaktu i wiele innych.

Opisujemy też jak wyglądało pole (zaorane, zasiane, ściernisko itd.), ile godzin poświęciliśmy na poszukiwania, czy kopaliśmy wszystkie sygnały itd.

Drogą mailową przesyłamy nasze dane z GPS i dostarczamy artefakty z raportem do muzeum. Następnie muzeum kwalifikuje artefakt. Jeżeli nie stanowi on szczególnej wartości historycznej lub muzeum jest już w posiadaniu pokaźnej kolekcji tegoż znaleziska, zostaje on zwrócony znalazcy. W innym przypadku artefakt zostaje wysłany do muzeum narodowego, gdzie będzie skatalogowany i wyceniony aby móc wypłacić znalazcy znaleźne.

Chciałbym również w paru punktach opowiedzieć jakie warunki trzeba spełnić żeby cieszyć się beztroską chodzenia z wykrywaczem w Danii.

  • Należy posiadać zgodę ustną lub pisemną właściciela terenu oraz dzierżawcy, jeżeli teren jest dzierżawiony. Zasada ta odnosi się zarówno do terenów prywatnych i państwowych.
  • Na terenach, które są objęte ochroną archeologiczną lub przyrodniczą nie wolno nam prowadzić poszukiwań. W takim przypadku mamy możliwość dialogu z muzeum. Zdarza się, że muzeum zezwala na poszukiwania w konkretnym przypadku i na określonych zasadach.
  • Poszukiwania prowadzimy tylko w warstwie ornej. Jeżeli natrafimy na mocny sygnał zalegający w głębszych warstwach mamy obowiązek zaprzestać kopania i powiadomić niezwłocznie o tym fakcie archeologa.
  • Wszystkie artefakty oddane do muzeum muszą być opisane w systemie GPS tzw. ścieżka z GPS, razem z raportem z danej działki.
  • Artefakty nie powinny być czyszczone a jedynie ewentualnie opłukane w wodzie i zapakowane w odpowiedni sposób.
  • Prawo precyzyjnie określa jakie artefakty tzw. danefæ muszą być oddane do muzeum. Szczegółowe informacje na ten temat możemy znaleźć na stronie muzeum narodowego w Kopenhadze.
  • Jedną z najważniejszych kwestii w środowisku detektorystow duńskich jest przestrzeganie norm etycznych. Poszukiwacze kładą duży nacisk na samokontrolę w swoim środowisku i bardzo boleśnie „karzą” ludzi nieprzestrzegających tychże zasad. Jedną z konsekwencji może być wydalenie ze stowarzyszenia, co wiąże się często z brakiem możliwości udziału w zlotach krajowych.

darekj4

Miałem przyjemność sprawdzić jak działa prawo w praktyce. W zeszłym roku natrafiłem na zakopany skarb srebrnych monet, większość z XVI w. Muzeum zastosowało w tym przypadku przepisy dotyczące znalezienia skarbu (pomimo tego, że monety były z XVI w i nie podlegały pojedynczo obowiązkowi zgłoszenia do muzeum). To skutkowało przeprowadzeniem w tym miejscu wykopalisk i wydobyciu w sumie 103 srebrnych monet. Zostałem, jako jeden z pierwszych, zaproszony przez muzeum do udziału w wykopaliskach. Ogromne przeżycie i duma, że mogłem współpracować z archeologami jak równy z równym. . Współpraca z nimi to czysta przyjemność i satysfakcja.

Duńskie środowisko archeologiczne traktuje naszą pracę z ogromnym szacunkiem, jako profesjonalną pomoc. Sam wielokrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że dzięki nam zlokalizowano wiele nowych stanowisk archeologicznych i że nasza praca w terenie pomogła potwierdzić wiele tez, których może nigdy nie dałoby się zweryfikować z powodu braku zasobów ludzkich i finansowych. Bardzo ważnym argumentem przytaczanym przez archeologów jest postępująca mechanizacja rolnictwa.

Nowoczesne maszyny i sprzęt rolniczy coraz bardziej inwazyjnie oddziałują na warstwę uprawną i co za tym idzie, wiele artefaktów bezpowrotnie zostaje dosłownie zmielone. Dzięki nam bardzo duża część zostaje ocalona i wzbogaca wystawy muzealne.

darekj6

Jeżeli chodzi o kontekst znaleziska to myślę, że artefakty które my, nieprofesjonalni „archeolodzy” wydobywamy, nie tracą wartości i dzięki opisywaniu ich w systemie GPS i dostarczanym raportom dla muzeów, mają dużą wartość naukową.

Wiem, że nie tracisz kontaktu z krajem więc czy sądzisz, że w Polsce jest możliwa współpraca na wzór tej z Danii czy Wielkiej Brytanii?

Mam głęboką nadzieję, że model duński czy angielski będzie inspiracją dla polskich archeologów i nakłoni ich do dialogu ze środowiskiem detektorystów w Polsce. Wierzę, że poprzez współpracę można stworzyć model, który będzie dobrze funkcjonował  w polskich realiach. Bo nikt z nas nie oczekuje skopiowania któregoś z w/w modeli. W Polsce mamy ogromną rzeszę pasjonatów, którzy wiele by oddali za komfort legalnego chodzenia z wykrywaczem i współpracy na zasadzie partnerstwa z lokalnymi muzeami.

Przykładem dobrej współpracy archeologów z detektorystami są chociażby poszukiwania miejsca bitwy pod Grunwaldem. W tym roku odbędzie się już trzecia tura poszukiwań. Badania prowadzone są na dużą skale i śmiało mogę stwierdzić ze przebiegają w duchu niezapomnianego wydarzenia pod względem wagi miejsca jak i aspektu wspaniałej integracji. Poszukiwania pod Grunwaldem pozwoliły wielu świetnym polskim stowarzyszeniom zaprezentować swój wielki profesjonalizm jak i pokazać, że współpraca jest jednak możliwa. Badania pod Grunwaldem pozwoliły mi też poznać wielu wspaniałych ludzi. Nie mogę się już doczekać kolejnego spotkania we wrześniu.

darekj7

Na koniec zdradź proszę naszym czytelnikom z jakim chodzisz sprzętem i dlaczego?

Ważną rzeczą w naszym hobby na pewno jest sprzęt z jakim chodzimy. Na rynku jest bardzo duży wybór wykrywaczy. Tak jak już wspominałem ja zacząłem od Garrett Euro Ace który jest dobrym sprzętem dla początkujących. Obecnie chodzę z XP Deus, z którego jestem bardzo zadowolony z racji świetnego połączenia ergonomii i skuteczności. Myślę, że bardzo ważne jest aby „zaprzyjaźnić” się ze swoim własnym wykrywaczem i dobrze go poznać. To my decydujemy który sygnał kopiemy i jeżeli nie ,,osłuchamy” się to żaden, nawet najlepszy wykrywacz nic tu nie pomoże.

Dziękuję za rozmowę i w imieniu polskich czytelników oraz własnym życzę Ci wielu poszukiwawczych sukcesów.

Dziękuję i do zobaczenia na polach Grunwaldu. 

(Z Darkiem Jeżakiem rozmawiał Igor Murawski)

darekj5

darekj8

darekj10

darekj11

darekj9